Polska – Prawie 200 młodych ludzi z Inspektorii Wrocławskiej uczestniczyło w Oratoriadzie 2026
Sobotni poranek zaczął się formacyjnie, ale bez nudy.
Spotkanie z ks. Mariuszem Szypą — liturgistą, który o Eucharystii mówi tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać, jakim cudem wcześniej nie zauważył, że to wszystko ma sens. Temat: Eucharystia, która ożywia wiarę. Zero teologicznego bełkotu, dużo konkretu i jeszcze więcej pasji.
W drugiej części starsi mieli warsztaty prowadzone przez Salezjanów Współpracowników, którzy pokazali, że „współpraca” to nie tylko słowo z podręcznika do WOS-u, ale realna umiejętność, bez której żadna wspólnota nie przetrwa dłużej niż mecz w siatkówkę bez zasad. Młodsi poszli w klimat bardziej ewangelizacyjny — z s. Elą, która potrafi mówić o Ziemi Obiecanej tak, że człowiek zaczyna jej szukać nawet w szkolnym korytarzu. Było o drodze, o zaufaniu i o tym, że czasem Bóg prowadzi przez pustynię, ale zawsze po coś.
Po południu nadszedł czas na to, na co wszyscy czekali: olimpijskie zmagania. Cztery drużyny, cztery kolory, cztery łacińskie nazwy: „Oratio” (modlitwa), „Altare” (ołtarz), „Verbum” (słowo), „Musica” (muzyka). Rywalizacja była tak zacięta, że nawet gąbki używane do przenoszenia wody wyglądały, jakby dawały z siebie 110%. Konkurencje? Przeciąganie liny, żywe litery układane w wyrazy, biegi, zadania zespołowe i wszystko, co sprawia, że człowiek po 10 minutach zaczyna się zastanawiać, czy na pewno ma dobrą kondycję. A między tym wszystkim — pierwszy w tym roku grill, który przyciągał zapachem szybciej niż jakiekolwiek ogłoszenie w programie.
Wieczorem — sport „level hard”. Trzy boiska, trzy dyscypliny: koszykówka, siatkówka, piłka halowa. Drużyny grały tak, jakby od tego zależała przyszłość świata. Albo przynajmniej to, kto pierwszy pójdzie po kiełbaskę z grilla.
Gdy większość ludzi w Polsce spała, młodzież Oratoriady… szła na Mszę. O północy, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Brzmi ekstremalnie? Trochę tak. Ale klimat był taki, że nikt nie żałował.
Niedzielny poranek przyniósł modlitwę, podsumowanie i ogłoszenie zwycięzców. Były medale, były brawa, była radość — taka prawdziwa, nie „pod zdjęcie”. A potem… pakowanie, pożegnania, obietnice „widzimy się niebawem” i powrót do domów, gdzie nikt nie uwierzy, że naprawdę można spać tak mało i mieć tyle energii.