Mecz otwarcia — Salezjanie kontra uczestnicy — to nie jest zabawa, tylko eksperyment społeczny, w którym role odwracają się na oczach wszystkich. Księża, którzy zwykle prowadzą wspólnoty ministranckie, nagle muszą biegać, pocić się, przegrywać. Chłopcy, którzy zwykle słuchają, nagle mogą wygrać. I wygrywają. W 2026 roku uczestnicy pokonują salezjanów, a hala eksploduje radością, pokazując, że Kościół nie jest teatrem z podziałem na scenę i widownię, tylko jedną drużyną, w której każdy może strzelić gola.
W przeciąganiu liny nie chodzi o siłę, tylko o determinację. W piłkarzykach nie chodzi o refleks, tylko o umiejętność śmiania się z siebie. W tenisie stołowym nie chodzi o technikę, tylko o opanowanie. W sztafetach nie chodzi o szybkość, tylko o zaufanie. A w piłce halowej — tej najbardziej wyczekiwanej — nie chodzi o wynik, tylko o to, kim człowiek staje się, kiedy gra dla drużyny, która patrzy mu w oczy. Tak wyglądały konkurencje drużynowe…
Indywidualne konkurencje w wieloboju, wymyślone przez animatorów z twardogórskiego oratorium, wyglądają jak zabawa, ale działają jak testy osobowości: przesuwanie kubka strumieniem wody z pistoletu, czy przenoszenie kubka z wodą zębami oraz trafianie piłeczki pingpongowej z dala do szklanki. To były naprawdę konkurencje które pokazywały spryt umiejętności koordynacyjne i sprawnościowe. Można było wziąć udział w konkurencjach indywidualnych: skok w dal, biegi na 100 i 400 metrów, strzelnica, dziesiątki drobnych zadań, które sprawdzają nie tylko mięśnie, tylko charakter…
Wieczory na PIM-ie to osobny świat. Hala GOSiR-u wypełnia się światłem, muzyką, śmiechem, okrzykami, a zespół prowadzący — salezjanie i uczestnicy — tworzy przestrzeń, w której Kościół przestaje być instytucją, a zaczyna być jedną drużyną. To nie jest „integracja”, tylko coś bardziej pierwotnego: wspólnota, która nie potrzebuje definicji. Gdy rozbrzmiewa hymn ministrancki, ten z rycerskim motywem, nie ma w tym patosu, jest prawda: kilkaset młodych gardeł śpiewa coś, co brzmi jak deklaracja tożsamości. Widać to w ich oczach — nie śpiewają, bo trzeba, tylko dlatego, że chcą.
W czasie jednego z wieczorów grupy M, S i L brały udział w spotkaniu formacyjnym prowadzonym przez studentów, licealistów i salezjanów. To nie były pogadanki, tylko rozmowy o rzeczach, które naprawdę bolą: o wierze, która czasem znika, o modlitwie, która czasem nie działa, o powołaniu, które czasem przeraża, o dorastaniu, które zawsze boli…
Marsz Radości, który również jest w programie, może już nie zaskakuje Twardogóry, ale na pewno ją porusza. Ministranci w strojach liturgicznych idą ulicami miasta, śpiewają, modlą się, niosą flagi, a ludzie wyglądają z okien, nagrywają. A to są oni — chłopcy, którzy nie wstydzą się wiary w czasach, w których wstydzić się jej jest łatwiej niż ją wyznawać. Widać to w starszej kobiecie, która żegna się na widok procesji; w mężczyźnie, który przerywa rozmowę telefoniczną i patrzy, jakby widział coś, czego dawno nie widział; w dziecku, które pyta matkę: „Mamo, kim oni są?”.
Marsz kończy się w sanktuarium, gdzie czeka ich szczególne wydarzenie, jakim są śluby wieczyste dwóch młodych współbraci salezjanów: kl. Szymona Gila i kl. Kamila Szczerbka. W świecie, w którym wszystko jest „na próbę”, oni mówią „na zawsze”. Ministranci patrzą na to, co się dzieje… W tej ciszy sanktuarium, w której słychać tylko głosy składających śluby, jest coś, co zostaje w człowieku na długo — nawet jeśli nie potrafi tego nazwać…
Ostatni wieczór to finał, który ma w sobie coś z gali i coś z rodzinnego spotkania. Dekoracje, okrzyki, zdjęcia, emocje. Puchar Główny znów trafia do Środy Śląskiej, ale to tylko symbol, bo prawdziwe zwycięstwa wydarzyły się wcześniej: w rozmowie ojca z synem, w pojednaniu dwóch chłopaków, w spowiedzi, która odbyła się po cichu, w decyzji, która dopiero dojrzeje, w pytaniu, które dopiero wróci.
Tego, co się wydarzyło w duchowym sercu Inspektorii Wrocławskiej, nie da opisać się słowami, ale na pewno można to powtórzyć. Dlatego już teraz organizatorzy zapraszają na kolejną edycję tego wydarzenia, dziękując bardzo wszystkim, którzy wsparli PIM 2026: Panu Burmistrzowi miasta Twardogóra, całej Radzie, samorządowcom, dyrektorom szkół i placówek sportowych, parafianom którzy wsparli finansowo to wydarzenie. Nade wszystko dziękują rodzicom ministrantów za zaufanie. Wielkie podziękowanie kierują również pod adresem wolontariuszy, którzy stworzyli niebywałą atmosferę!



