„Żywot Dominika Savio” napisany przez Księdza Bosko, który przez ostatnie 110 lat było punktem odniesienia, w 1967 roku stał się punktem wyjścia. Wszyscy odczuwali potrzebę opracowania nowego „Żywotu”, zakorzenionego w tradycji, ale naprawdę nowego, to znaczy prawdziwie posoborowego, opowiadającego o świętym, którego należy podziwiać i naśladować, ale również o młodym człowieku z krwi i kości, który wymaga zrozumienia i akceptacji.
Podjęty proces w tym kierunku, realizowany również we współpracy z historykami i biografami salezjańskimi, został niedawno zakończony, będąc owocem badań i studium, jakie zostały przeprowadzone pod kierunkiem Ornelli Ceruti, która uczyniła to na zlecenie Towarzystwa Niepokalanej z Nebbiuno.
Ta praca, trwająca piętnaście, osiągnęła w końcu zamierzony cel, “inspirując się sercem Dominika Savio”. Tradycyjny „Żywot” opowiada historię wyłącznie “z punktu widzenia serca Księdza Bosko” jako wychowawcy. Nowy „Żywot” czyni to “z punktu widzenia serca Dominika Savio”, który był jak inni chłopcy, pragnąc jak oni przyjaźni.
Życie św. Dominika Savio odczytane na nowo przez “Towarzystwo Niepokalanej” w Nebbiuno
Dla Dominika Savio (1842-1857) istotna była nie tylko przyjaźń z Jezusem i Maryją, ale także z Giovannim Massaglią z Marmorito (obecnie Marmorito di Aramengo, 1838-1856), w którym, gdy obaj mieli odpowiednio 11 i 15 lat, znalazł opatrznościowego starszego brata, który pozytywnie wpłynął na jego przyszłość. Razem szybko wspięli się na szczyty świętości, razem też założyli Towarzystwo Niepokalanej, będące zalążkiem Zgromadzenia Salezjańskiego i kuźnią powołań salezjańskich, także misyjnych.
Tak więc prawdziwym sekretem Dominika jest skarb, który odnajduje, wcielając w życie zasadniczą i zawsze aktualną lekcję, która dotyczy dobrej przyjaźni, dzięki której można realizować dobre postanowienia i osiągać niezwykłe cele, nawet jeśli startuje się z niekorzystnej pozycji.
Pomimo dolegliwości związanych z wrodzoną dolegliwością płuc, Dominikowi udaje się zajść daleko i osiągnąć sukces, ponieważ jego towarzysz drogi żywił takie samo pragnienie kapłaństwa i świętości (do której inspirował Ksiądz Bosko) oraz podzielał takie same cnoty moralne i mistyczne (co potwierdził ks. Caviglia i ks. Molineris), a ponadto był chłopcem zdrowym, krzepkim, cztery lata starszym od Dominika i bardziej zaawansowanym w edukacji (był rówieśnikiem Cagliero i Rua; wychowanek Księdza Bosko od 1853 r., a kleryk od 1855 r.).
Historia Dominika Savio to nic innego jak historia jego przyjaźni z Giovannim Massaglią, która narodziła się w Mondonio w 1853 r., a następnie dojrzała oraz przyniosła owoce w roku szkolnym 1854/1855 i w pierwszej połowie następnego, kiedy to obaj byli wychowankami oratorium Księdza Bosko. Mając na uwadze tę więź, lepiej zrozumiemy te wszystkie wydarzenia związane z życiem Dominika, także te ostatnie; wszystkie one w tym świetle nabierają ludzkiego wymiaru prawdziwego życia.
Gdy chodzi o “epilog”, ten jest zgodny z tym, co Ksiądz Bosko przewidział w swoim śnie. Święta przyjaźń, która czyni ich nierozłącznymi, kończy się zapadnięciem obu na tę samą chorobę: gruźlicę płuc. Choroba, którą Massaglia zaraził się od swojego chorowitego towarzysza, pokonała go po zaledwie trzech miesiącach spędzonych w rodzinie (zmarł 20 maja 1856 r. w wieku 18 lat), a jego koniec był początkiem końca Dominika.
Ksiądz Bosko pisze: „Po stracie tego prawdziwego przyjaciela, który tak bardzo troszczył się o jego dobro, Dominik był bardzo zasmucony i po raz pierwszy widziałem go pogrążonego w tak głębokim smutku, aż płaczącego z bólu. Opłakiwał go przez wiele dni i przez cały czas, kiedy żył, zawsze miał go w pamięci i wielokrotnie wyrażał pragnienie, aby dołączyć do niego w Niebie. Jedynym pocieszeniem było dla niego wspominanie go w Panu, zwłaszcza gdy przystępował do Komunii św., do której zwykle przystępowali razem. Ta strata była bardzo ciężkim ciosem dla wrażliwego serca Dominika, a także znacznie wpłynęła na jego już i tak słabe zdrowie”.
Latem i jesienią 1856 roku Dominik spędził długie okresy choroby w rodzinie. W pierwszej połowie roku szkolnego 1856/1857 był obecny w Oratorium, ale nie był w stanie regularnie chodzić do szkoły i często nie mógł wstać z łóżka. 1 marca 1857 r. opuścił na zawsze dom Księdza Bosko, wiedząc, że jest o krok od nagrody obiecanej mu przez Pana.
Osiem dni, które mu pozostały, spędził w domu rodzinnym. Przez ostatnie pięć dni odwiedzał go chirurg, który próbował go leczyć, upuszczając mu krew, oraz proboszcz, który udzielił mu sakramentu chorych. W tych ciężkich doświadczeniach, które wyczerpywały jego siły, Dominik nie był sam, ponieważ rodzina Savio była liczna i szanowana przez sąsiadów oraz mieszkańców wsi.
Jednak czuł się samotny, ponieważ jedyną osobą, którą chciał mieć przy sobie, był jego przyjaciel, który go poprzedził w Niebie i który może pocieszać go tylko duchowo. Ta obecność duchowa staje się niemal namacalna w momencie, gdy przyjmuje ją do swojego serca, przyjmując wiatyk, ostatnią Komunię swojego życia.
I tak mija dziesięć miesięcy. W pewnym momencie Dominik zbiera się w sobie i dodając sobie otuchy, kładzie dłoń na piersi, gdzie w kieszonce jego koszuli znajduje się to wszystko, co pozostało mu po Giovannim, czyli jego list pożegnalny, który kończy się następująco: „Drogi Dominiku, pamiętaj o mnie całym sercem przed Panem, zwłaszcza podczas Komunii Świętej, dodając sobie otuchy. Święta i miła wola Boża teraz nas rozdziela, ale pewnego dnia będziemy przyjaciółmi na zawsze w szczęśliwej wieczności”.
W dniu 9 marca, późnym wieczorem, ten moment staje się coraz bardziej realny, a chłopiec czeka nań spokojnie, na przemian odpoczywając i czuwając. Przy jego łóżku znajduje się nie tylko jego ojciec Carlo, ale także dziadek ze strony matki Giovanniego Massaglii (Giovanni Garesio di Mondonio, sześćdziesięciolatek), gotów ulżyć biednemu rodzicowi w wypełnieniu tych dwóch najtrudniejszych zadań, jakimi są spełnienie ostatniego życzenia syna, odczytanie mu modlitw o dobrą śmierć, a następnie udania się do kościoła parafialnego, aby zgłosić tam zgon syna i podpisać stosowny akt. Domink zmarł 9 marca 1857 r., mając prawie piętnaście lat.
Warto na koniec przywołać ostatnie zdanie wypowiedziane przez Dominika, zdanie już urwane, które Ksiądz Bosko przytacza w tej formie: „Och! Jakże piękne rzeczy widzę…”. W jego krystalicznie czystych oczach odbija się bardzo konkretny obraz, będący szczęśliwym zakończeniem historii, które rozgrywa się zgodnie ze scenaraiuszem przedstawionym przez obu tych młodych ludzi w ich pożegnalnej korespondencji. Nieco światła w tym względzie rzucają słowa napisane przez Dominika Savio: „Mój drogi Massaglia, zróbmy tak: ten z nas, który pierwszy odejdzie do nieba, przygotuje miejsce dla przyjaciela, a kiedy ten przyjdzie go odwiedzić, poda mu rękę, aby wprowadzić go do mieszkania w Niebie”.
Aby uzyskać więcej informacji lub nabyć bezpłatne materiały edukacyjne, należy odwiedź stronę internetową: www.massagliaesavio.altervista.org, która przybliża cały projekt, lub napisać na adres: compagniaimmacolataconcezione@gmail.com
Ornella Ceruti



